Spider-Man 2

Spider-Man 2

Odliczanie do No Way Home, odcinek #2.

Pod kilkoma względami lepszy niż pierwsza część (strona wizualna, sceny akcji - zwłaszcza świetna sekwencja walki na dachu pociągu), ale to jednocześnie film mniej skupiony i gorzej skonstruowany niż poprzednik. Wciąż napędzają go przede wszystkim relacje między bohaterami, ale też są to relacje znacznie mniej ciekawe niż poprzednio. Przez większość filmu Harry tylko dąsa się o to, że Peter zna Spider-Mana i dopiero pod koniec robi się między nimi ciekawiej, ale prawdziwym hamulcem jest tu to, co dzieje się między Peterem i MJ, a raczej to, co się nie dzieje. Autentycznie ekscytujące i pełne energii widowisko przeplatane jest ich nieprawdopodobnie smętną relacją, której nie pomaga półprzytomna Dunst. Czemu gdy gra w sztuce jest taka żywa i radosna, a ilekroć przychodzi jej rozmawiać z Peterem, zawsze sprawia wrażenie, jakby przed chwilą dopiero się obudziła?

Molina jest dobry, ale gdzie mu tam do charyzmy szarżującego Dafoe. Norman był świetnym złoczyńcą, bo - zupełnie jak Peter - miał drugą tożsamość i, co zawsze sobie cenię, nie był wyciągniętym z kapelusza przeciwnikiem, ale kimś, kto miał jakiś związek z głównym bohaterem, nie wspominając o jego trudnej relacji z Harrym.

To dobry film, momentami nawet bardzo, ale w ogólnym rozrachunku ustępuje świetnie pomyślanej pierwszej części a ten nieszczęsny pseudoromans mocno ciągnie go w dół.

PS. Dzisiaj scena z Harrym odkrywającym tajne pomieszczenie Normana ze sprzętem Goblina na pewno byłaby bonusem zostawionym na deser po napisach końcowych.